Blog - spory

Utwór a program komputerowy

DATA PUBLIKACJI: 27.08.2014

Dlaczego – bez stosowanej umowy – oglądając film na komputerze nie łamiemy prawa autorskiego, a łamiemy je, chociażby tylko uruchamiając program komputerowy.

Nie milkną komentarze dotyczące masowo rozsyłanych wezwań do zapłaty, dotyczących nielegalnego rozpowszechniania utworów audiowizualnych w Internecie. W wysyłce wspomnianych wezwań specjalizuje się jedna z warszawskich kancelarii, a ich adresatami są internauci, którzy pobrali nielegalnie filmy. Abstrahując od zagadnień związanych ze sposobem pozyskania danych internautów oraz zasadnością roszczeń formułowanych w ten sposób, warto przyjrzeć się podstawie zaistniałego sporu – a więc określeniu, kiedy mamy do czynienia z naruszeniem praw autorskich w przypadku zwykłego korzystania z utworów za pomocą komputera, a kiedy takie naruszenia w ogóle nie wchodzą w grę.

Nie zawsze bowiem pobranie utworu i korzystanie z niego bez zgody podmiotu praw autorskich, będzie uzasadniało podnoszenie jakichkolwiek roszczeń. Z drugiej strony – korzystający z utworów tylko w celach prywatnych nie mogą powołać się na tzw. dozwolony użytek w odniesieniu do wszystkich kategorii utworów – a przede wszystkim w odniesieniu do programów komputerowych.

Pierwszym koniecznym do poruszenia w tym kontekście tematem jest sama treść praw autorskich, tzn. określenie, co jest właściwie zakazane w związku z istnieniem tych praw. Odpowiedź na tak postawione pytanie znajduje się w art. 17 ustawy o prawie autorskim: „twórcy przysługuje wyłączne prawo do korzystania z utworu i rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji oraz do wynagrodzenia za korzystanie z utworu”. Skoro więc „korzystanie z utworu” jest zastrzeżone tylko dla twórcy, zakres przyznanego mu monopolu może zdawać się nadzwyczaj szeroki. Otóż nie. Nie można korzystania z utworu utożsamiać z jego używaniem, czy zapoznawaniem się z nim. „Korzystanie” ma w tym przypadku znaczenie ekonomiczne – następuje bowiem „na wszystkich polach eksploatacji”. Pojęcie „pól eksploatacji” nie jest w ustawie definiowane, podawane są jednak ich przykłady: utrwalanie, zwielokrotnianie, rozpowszechnianie. Nie można więc twierdzić, że samo zapoznanie się z utworem (np. obejrzenie filmu, przeczytanie książki) ma znaczenie ze względu na istnienie praw autorskich. Kupując np. książkę w księgarni, nie uzyskujemy żadnej licencji na jej przeczytanie – gdyż jest ona zwyczajnie zbędna. Podobnie będzie z zakupem płyty z muzyką czy biletu do kina. Zapoznanie się z utworem nigdy więc nie będzie oznaczać naruszenia praw autorskich.

Sprawa komplikuje się w przypadku korzystania z wersji cyfrowych utworów. Zapisanie utworu na dysku twardym komputera oznacza bowiem zwielokrotnienie utworu. Nawet zresztą bez utrwalenia kopii utworu na dysku twardym, jego wyświetlenie czy odtworzenie zawsze łączy się z koniecznością czasowego, fizycznego zwielokrotnienia w pamięci operacyjnej komputera. Tutaj ustawodawca czyni jednak dwa wyjątki, „legalizujące” takie zwielokrotnianie.

Po pierwsze, dozwolone jest takie zwielokrotnienie, które jest normalnym i koniecznym technicznym elementem zapoznania się z „cyfrowym” utworem i nie ma samodzielnego ekonomicznego znaczenia – jeżeli ma na celu wyłącznie umożliwienie: przekazu utworu w systemie teleinformatycznym lub zgodnego z prawem korzystania z utworu. Wyjątek ten pozwala na incydentalne zwielokrotnienia, które zawsze odbywają się np. podczas przeglądania Internetu lub odtworzenia muzyki czy filmu na komputerze.

Drugi wyjątek ma charakter bardziej generalny – mowa tu o tzw. dozwolonym użytku osobistym. Dozwolone jest bowiem korzystanie z utworu (a więc również jego zwielokrotnianie) w celach prywatnych – a więc nie obejmuje czerpania jakichkolwiek dochodów z utworu oraz udostępniania go osobom spoza kręgu osobistego korzystającego – tzn. przyjaciół, najbliższej rodziny.

W związku z powyższym, dopuszczalne jest zapoznawanie się z utworem za pomocą komputera, bez względu na to, iż dochodzi w ten sposób do jego zwielokrotnienia w pamięci operacyjnej komputera. Dlatego, jeżeli pozyskujemy utwór z legalnego źródła (a więc np. w ramach użytku osobistego – od osób z kręgu osobistego), możemy go używać bez obaw, iż używanie go za pomocą komputera będzie (ze względu na techniczne uwarunkowania) wkroczeniem w prawa autorskie. Ta sama podstawa pozwala zresztą na wykonywanie kopii utworów nie tylko w środowisku cyfrowym, ale także „analogowym”.

Uwagi powyższe dotyczą wszystkich utworów, z jednym, istotnym wyjątkiem – programów komputerowych. Z tym rodzajem utworów wiążą się bowiem pewne specyficzne reguły. Tak samo jak w przypadku każdego innego utworu, sama czynność używania programu komputerowego, zapoznawania się z nim, nie jest – teoretycznie – objęta zakazem wynikającym z prawa autorskiego. Teoretyczna zasada traci jednak na znaczeniu w zderzeniu z praktyką. Programu komputerowego można bowiem używać wyłącznie za pomocą komputera. Ze względu na wspomnianą wyżej konieczność zwielokrotnienia przez komputer każdej przetwarzanej treści w pamięci operacyjnej, użycie programu komputerowego przez zwykłego użytkownika zawsze wiąże się więc z jego zwielokrotnieniem. Przypadki, w których dochodzi do zaznajomienia się z programem bez konieczności jego zwielokrotnienia, ograniczone są właściwie do odczytania kodu źródłowego przez programistę. Dlatego też należy skonstatować, iż uruchomienie programu komputerowego zawsze stanowi – ze względu na uwarunkowania techniczne – zwielokrotnienie utworu, co oznacza wkroczenie w monopol autorski, na który wymagana będzie zgoda podmiotu praw autorskich.

Inaczej jednak niż w przypadku innych utworów, programów komputerowych nie dotyczą wyjątki pozwalające na incydentalne zwielokrotnienia będące elementem procesu technologicznego oraz na korzystanie z utworów w zakresie własnego użytku osobistego. Ustawodawca z tych wyjątków zrezygnował, świadomie rozszerzając zakres ochrony programów komputerowych, poprzez uzależnienie każdego użycia program komputerowego od podsiadania zgody podmiotu praw autorskich. Obojętne jest więc, czy korzystamy z programu komputerowego do własnego, prywatnego użytku, czy jest on przez nas używany w celach zawodowych czy gospodarczych, oraz czy dokonywane w komputerze zwielokrotnienie ma jakieś ekonomiczne znaczenie – zawsze konieczne jest zawarcie odpowiedniej umowy. Bez niej jesteśmy narażeni na roszczenia podmiotu praw autorskich. W przypadku programów komputerowych istnieje więc wyraźny wyłom od tradycyjnej ochrony praw autorskich, istotnie zwiększający w tym zakresie rygoryzm prawa autorskiego.

Konstatując – samo zapoznanie się z „klasycznym” utworem – jak np. obejrzenie filmu, przesłuchanie muzyki czy przeczytanie książki – nie wiąże się z naruszeniem jakichkolwiek praw autorskich. W przypadku utworów innych niż programy komputerowe dozwolone jest nawet posiadanie kopii rozpowszechnionych utworów i ich zwielokrotnianie w celach osobistych. O ile nie udowodniono nam udostępniania utworu innym osobom (co ma miejsce np. w przypadku pobierania treści w sieciach P2P, gdzie wraz z pobieraniem udostępniamy już pobraną treść) lub wykorzystywania go w celach komercyjnych, nie będzie zasadne kierowanie do nas roszczeń. Taka też jest powszechna świadomość internautów korzystających z utworów w sieci. Co jednak nie zawsze jest podkreślane, owe „przywileje” nie są w żadnym razie aktualne w przypadku programów komputerowych. Samo tylko uruchomienie gry komputerowej, edytora tekstu, przeglądarki internetowej, odtwarzacza multimediów etc. zawsze wymaga więc posiadania odpowiedniej zgody podmiotu praw autorskich.

TAGI: , , ,

Polecane artykuły :