Blog - spory

Potrzeba zmiany spojrzenia na prawnoautorską umowę licencyjną

DATA PUBLIKACJI: 20.07.2015

„Potrzeba zmiany spojrzenia na prawnoautorską umowę licencyjną”

Polska ustawa o prawie autorskim milczy wobec wielu powstających w praktyce problemów z licencjonowaniem utworów. Nie uregulowano wystarczająco jasno, jaka relacja powstaje pomiędzy zainteresowanymi w czerpaniu z utworów profitów tj. licencjobiorcami a podmiotem praw autorskich. Powstają np. wątpliwości, jakie prawne środki działania licencjobiorca posiada wobec naruszeń jego interesu przez podmiot praw autorskich lub innych licencjobiorców.

U podstaw wskazanych wyżej niejasności leży odpowiedź na pytanie, czym w istocie jest udzielenie licencji: czy jest jedynie zezwoleniem na korzystanie z licencjonowanego utworu, tzn. zobowiązaniem licencjodawcy, iż nie będzie w to korzystanie ingerował, czy też jest udzieleniem odrębnego, własnego prawa dla licencjobiorcy. Ustawa o prawie autorskim nie zawiera postanowień jednoznacznie rozstrzygających ten problem gdyż jedynie ogólnie nazywa licencję „upoważnieniem do korzystania z utworu”.

Owo milczenie ustawodawcy kieruje wielu badaczy ku klasycznym poglądom, iż udzielenie licencji – jak np. umowa najmu – stanowi jedynie owo zobowiązanie, łączące jedynie licencjodawcę i licencjobiorcę. Pojedyncze postanowienia ustawy przyznające licencjobiorcy pewne uprawnienia, mają stanowić wyjątek od tej reguły. Mimo pojawiających się stanowisk odmiennych, taka zdaje się być aktualnie obowiązująca koncepcja prawnoautorskiej umowy licencyjnej.

Poglądy te zdają się jednak nie przystawać do konstrukcji dóbr niematerialnych, nieograniczonych możliwości ich dystrybuowania oraz problemów z tym związanych, a przede wszystkim, prowadzą do upośledzenia pozycji licencjobiorcy. Może być to uzasadniane przekonaniem, iż wymaga tego ochrona drugiej strony umowy – twórcy utworu. Jednak obecne realia obrotu, w którym licencjodawcami są z reguły korporacje, powinny weryfikować to spojrzenie. Szczególnie widoczne jest to w kontekście obrotu złożonymi produktami informatycznymi – gdzie twórca praktycznie nie występuje. Można wręcz twierdzić, iż to licencjobiorca ponosi większe ryzyko związane z taką umową licencyjną często to on wymaga wzmożonej ochrony prawnej.

Tymczasem bez profesjonalnie skonstruowanej umowy, nakładającej dodatkowe zobowiązania na licencjodawcę, korzystanie z licencji obarczone jest dużym ryzykiem licencjobiorcy. Co więcej, istnieją przypadki, w których żadna umowa licencyjna nie uchroni wystarczająco jego interesów. Wskazać tu można następujące przykłady.

Licencjodawca może np. zbyć swoje prawa autorskie innemu podmiotowi, nawet wbrew odmiennym zobowiązaniom. Ponadto, licencjodawca niebędący twórcą, sam musiał nabyć prawo do udzielenia licencji na podstawie wcześniejszej umowy, która może zostać rozwiązana, np. poprzez jej wypowiedzenie przez drugą stronę. Co jednak najważniejsze, prawa autorskie niebędącego twórcą licencjodawcy mogą zostać zbyte w drodze licytacji komorniczej, lub w przypadku jego upadłości i likwidacji. We wszystkich powyższych przypadkach licencjodawca zawsze straci prawo do korzystania z utworu, mimo że zapłacił za licencję, a dalsze korzystanie z utworu będzie znamionować się bezprawnością i koniecznością poniesienia za to surowej prawnoautorskiej odpowiedzialności – nawet jeżeli licencjobiorca o utracie swego prawa w ogóle nie wiedział. Zobowiązanie utworzone na mocy umowy licencyjnej nie podąża bowiem za nowym nabywcą utworu, więc licencja wygasa.

Wskazane problemy są jeszcze jaskrawsze wobec praktyki udzielania sublicencji i tworzenia rozgałęzionych struktur z tym związanych. Upadłość jednego podmiotu w łańcuchu licencyjnym powoduje efekt domina i wygaśnięcie wielu sublicencji.

Spotykane w umowach dotyczących oprogramowania postanowienia o dostępie do kodu źródłowego programu w przypadku upadłości licencjodawcy nie zapewniają spodziewanej ochrony; do korzystania z programu w formie kodu źródłowego również wymagana jest licencja. Tak więc mimo faktycznego dostępu do tego kodu, korzystanie z niego w przypadku upadłości licencjodawcy nie będzie mieć prawnych podstaw.

Jak więc widać, najczęściej przyjmowana w polskiej nauce koncepcja powoduje istotne zastrzeżenia z punktu widzenia bezpieczeństwa obrotu i potrzeby ochrony poczynionych przez licencjobiorcę inwestycji. Od dawna proponowana jest jednak inna interpretacja całokształtu przepisów dotyczących umów licencyjnych w prawie autorskim. Jako „upoważnienie do korzystania z utworu”, można bowiem rozumieć udzielenie nowego, odrębnego prawa dla licencjobiorcy, niezależnego od tego, komu później przysługują prawa autorskie.

„Własne” prawo licencjobiorcy byłoby odpowiedzią na wiele praktycznych mankamentów obecnie przyjmowanej koncepcji. Jako samodzielne, zapewniałoby licencjobiorcy możliwość realizowania umowy licencyjnej nawet wobec zmian czy upadłości podmiotu praw autorskich czy poprzednich licencjodawców. Ponadto, może ono również stanowić instrument prawny służący do rozstrzygania wzajemnych sporów pomiędzy licencjobiorcami korzystającymi z tego samego utworu – takiego instrumentu na chwilę obecną również brakuje.

Przeszkodą dla przyjęcia wyżej wskazanej koncepcji jest brak wyraźnych podstaw normatywnych. Daleko idące wnioski wysuwane są jedynie na podstawie bardzo ogólnej definicji licencji. Wszakże w prawie własności przemysłowej znajdujemy wyraźny przepis stanowiący o skuteczności licencji patentowej względem następców prawnych licencjodawcy, którego w prawie autorskim brak.

Co ciekawe, Sąd Najwyższy nie miał jeszcze okazji przeanalizować wskazanego problemu. Do czasu ewentualnego rozstrzygnięcia, licencjobiorcy powinni jednak brać pod uwagę istniejące ryzyko, zwłaszcza, że w nauce prawa przeważa niekorzystna dla nich interpretacja.

Polecane artykuły :